Rywalizacja – religia XXI wieku?

Ostatnio odwiedziłam jednego bloga turystycznego. Kocham podróże, co powoduje, że często jestem ciekawa historii ludzi, którzy te blogi tworzą. Dlatego też z zainteresowaniem weszłam na podstronę z opisem autorki. Okazało się, że mieszkała w różnych krajach, była na wszystkich kontynentach i przeleciała ileś tam mil, odwiedzając X krajów, o czym poinformowała mnie specjalna, podana przez nią strona: My flight radar 24. Sama w sobie aplikacja jest ciekawa, ale po wejściu w linka, wywołała we mnie mieszane uczucia.

Niestety od razu naszły mnie myśli typu: ciekawe, ile mi wyszłoby mil… Z pewnością wynik nie byłby tak imponujący, jak u owej autorki. Druga moja myśl była jednak taka, że po co chwalić się taką informacją. Czy to sprawia, że osoba ta jest bardziej rzetelna niż bloger, który nie przeleciał aż tylu kilometrów. Być może się mylę i jest to dowód na coś… jak portfolio, o które czasami proszą, kiedy idziemy na rozmowę o pracę. Coś, co pokazuje nasze doświadczenie, nasz dorobek. Tylko czy trzeba się tym koniecznie chwalić?

Zawsze bardzo ceniłam u ludzi skromność. Nie ma nic wspanialszego niż człowiek, który swoimi osiągnięciami mógłby obdzielić tuzin ludzi, a mówi o sobie z wielką pokorą i skromnością. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach ta cecha nie jest w cenie. Tzw. PR jest ważny wszędzie – w pracy, w mediach społecznościowych, wśród znajomych. Powstaje tez mnóstwo aplikacji, które służą do porównywania się z innymi i ułatwiają rywalizację. Aż proszą, żeby się pokazać i udowodnić, że jest się lepszym od swojego znajomego. Oczywiście, niektóre aplikacje można mieć dla samego siebie, żeby wiedzieć, ile krajów się zaliczyło, ile kilometrów się przejechało, przebiegło itp., ale czy koniecznie muszą one służyć do rywalizacji, czy koniecznie musimy się nimi chwalić?

Mam aplikację Endomondo. Założyłam ją po to, żeby wspomóc akcję „Pomoc mierzona kilometrami”. Lubię włączać ją, gdy jeżdżę na rowerze. Zapamiętuje moje trasy i wiem, ile kilometrów przejechałam, ale nigdy nie przyszłoby mi na myśl, żeby brać udział w rywalizacji i zastanawiać się, czy mój znajomy jest ode mnie lepszy. Ok, może nie rozumiem, czym jest rywalizacja. Może nie pojmuję jej pozytywnych aspektów. W sumie w profesjonalnym sporcie to ona jest podstawą. Ale czy my, współcześni XXI-wieczni, musimy rywalizować na każdym polu. Rywalizujemy w szkole, w pracy, na zajęciach dodatkowych, na siłowni, na rowerze, na basenie… Rywalizujemy na plaży, w klubie, nawet na wakacjach.. Musimy mieć lepsze ciuchy, lepsze auto, odwiedzić więcej krajów, przebiec więcej kilometrów, być bardziej fitness niż inni itd. Itd.

Kiedyś w górach szła koło mnie rodzina z dwójką dzieci. Dziewczynka usilnie wypytywała ojca, kto lepiej idzie – ona, czy jej brat. Na odpowiedź rodziców, że oboje idą dobrze, dziewczynka odpowiadała, że to niemożliwe, że ktoś na pewno jest lepszy. Chyba coś stało się z naszym światem, że człowiek nie może być po prostu dobry. Musi być lepszy. I najgorsze jest to, że przesiąknięte są tym najmłodsze pokolenia, które przecież od kogoś się tego uczą. Według włoskiego badacza C.A. de Moja dzieci przejawiają więcej zachowań o charakterze kooperacyjnym niż rywalizacyjnym. Skąd więc takie zachowania u najmłodszych?

O ile piękniejszy byłby świat, gdybyśmy zamiast rywalizować zaczęli współpracować. Kiedyś mój znajomy, aktor poprosił naszego znajomego reżysera o pomoc w jednej roli, mówiąc, że musi być najlepszy w Polsce. Przyznam szczerze, że zmroziła mnie ta wypowiedź. Po pierwsze – jest to nierealne, nie dlatego, że ta osoba jest złym aktorem, ale dlatego, że ludzi utalentowanych jest tysiące, a ocena aktorstwa to niestety także kwestia pewnego gustu. Po drugie, jeżeli już rywalizujemy, to rywalizujmy z samym sobą. Naszym zadaniem powinno być stać się lepszym jutro niż jesteśmy dziś. Chyba o to chodzi w „zdrowym” rozwoju, a nie o to, że muszę być koniecznie lepszy niż inni.

Może Ci się również spodoba

6 komentarzy

  1. Tomek pisze:

    A ja się nie zgodzę, że rywalizacja jest chorobą XXI wieku – człowiek rywalizację ma we krwi od lat, po prostu ona teraz zmienia formę. Kiedyś napinało się mięśnie i napitalało buzdyganami po głowach, teraz napina się w internecie… jedni pokazują ile przelecieli kilometrów, bo chcą się pochwalić „patrzta jaki ze mnie podróżnik”, ale niektórzy raczej to robią w formie ciekawostki, niż przechwałki (patrz, 3 mln km to wcale nie tak dużo, każdy to może zrobić). Ale swoją drogą… chwalenie się kilometrówką z samolotów też nie powinno być jakąś wytyczną dot. podróżników, bo ktoś może po prostu podróżuje pociągiem? I kto jest wtedy lepszy? Może i podróż zajmuje mu więcej czasu, ale… jest bliżej ludzi, bliżej kultury itd. 😉 Więc, jak zwykle: TO ZALEŻY. Jedni się napinają, inni nie, jedni mają czym się pochwalić, u innych to tylko niewiele znacząca statystyka, ale tak czy inaczej nie zgodzę się, że rywalizacja to choroba XXI wieku 🙂 mamy to po prostu we krwi od wieków.

  2. Kasia pisze:

    Niestety zauważam u siebie symptomy tej „choroby”, co więcej odbiera mi ona całą radość życia 🙁

  3. Rafał pisze:

    Kiedyś też miałem endomondo, użyłem 2 lub 3 razy i pozbyłem się jej. Po co mi to potrzebne? Przebiegnę ile przebiegnę, wystarczy mi, gdy mam już dość. Nie muszę dociągać trasy do pełnych kilometrów czy wrzucać tego na fejsa.

    • Anna Pak pisze:

      Dokładnie! Ja korzystam z endomondo tylko do sprawdzania, ile przejechałam km na rowerze. Też w sumie niedobrze, bo od razu zastanawiam się ile kcal spaliłam… 🙂

  1. 27 sierpnia 2018

    […] z bloga Kobietki do setki. Sama wymiana zdań dotyczyła negatywnej rywalizacji między ludźmi (tutaj post Ani). Ja jednak od dłuższego czasu czaiłam się do napisania czegoś na temat solidarności […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *