Odkładanie wszystkiego na później – czyli, jak walczyć z prokrastynacją?

Odkładanie ważnych rzeczy na później – coś Wam to mówi? Bo mi niestety tak. Okazuje się jednak, że to nie moja wina. Winien jest mózg… co prawda mój, ale niestety często nie mam na niego wpływu.😉 Od wielu lat staram się nad tym pracować. Ba, nawet byłam przekonana, że zwalczyłam takie odkładanie ważnych rzeczy w czasie. Jednak po lekturze artykułu na temat prokrastynacji, wiem, że nadal mam z tym bardzo duży problem.

 Jeśli czytasz ten artykuł oznacza to, że udało mi się wytrwać w moim postanowieniu napisania czegoś na bloga😉Choć inny artykuł leży już od dawna gotów do opublikowania, jednak cały czas nie zabrałam się za wyszukanie do niego zdjęć. Lenistwo? Niekoniecznie😊

Kiedy byłam dzieckiem, zawsze uczyłam się na ostatnią chwilę. Dopiero na studiach, a dokładniej na jednym z bardziej wymagających kierunków, który ciągnęłam, nauczyłam się przygotowywać do egzaminów z dużym wyprzedzeniem. Jednak tam nie dałoby rady inaczej. Każdy egzamin oznaczał wykucie wielkiej kobyły, dlatego nie było możliwości, żeby odkładać tego na ostatni moment.

I rzeczywiście długi czas myślałam, że wyzbyłam się tego nawyku odkładania na później. A jednak po przeczytaniu artykułu o prokrastynacji, zaczęłam analizować swoje zachowanie i zrozumiałam, że chyba nadal funkcjonuję w ten sposób. Ile razy mam plan pójścia na siłownię, basen czy jogę, odkładam to z godziny na godzinę. Na castingu zawsze przepuszczam wszystkich, którzy wejdą ze mną do studia. Wolę być tą ostatnią. Wydawało mi się zawsze, że wynika to ze stresu. Choć wiele osób mówi, że woli wejść od razu i mieć to za sobą. Tak samo zawsze miałam z egzaminami ustnymi. Ostatnio też dostałam numer telefonu do osoby, która pracuje w jednym z większych studiów dubbingowych. Byłam wcześniej na warsztatach dubbingowych i bardzo chciałam wejść głębiej w ten temat, ale z wykonaniem telefonu zwlekałam prawie dwa miesiące. Niestety nic z tego nie wyszło, co pewnie, w myśl zasady „Kuj żelazo póki gorące” po takim czasie było skazane na porażkę.

Takie przykłady niestety mogłabym mnożyć.

Czym zatem jest prokrastynacja – mój grzech główny, a w zasadzie nie mój, lecz mojego mózgu?   

Prokrastynacja to odkładanie wcześniej zaplanowanych rzeczy na później.  Kiedy odwlekamy w czasie jakąś zaplanowaną wcześniej czynność, czujemy chwilową poprawę humoru, moment wytchnienia. Później jednak czujemy się gorzej, mamy wyrzuty sumienia, a plany, które być może mogłyby nas doprowadzić do zmiany naszego dotychczasowego życia, nadal pozostają w sferze tych do wykonania. Prokrastynacja to mechanizm, który nasz mózg wykorzystuje, kiedy się boimy, jesteśmy w stresie. W ten sposób się broni. Często ludzie mylą prokrastynację z lenistwem, a tu bynajmniej nie o to chodzi. Zresztą samo lenistwo ma również swoje uzasadnienie i nie powinno być tak po prostu negatywnie oceniane. Ale to już materiał na inny temat.

Prokrastynacja często dotyka perfekcjonistów i ja niestety wpisuję się w ten nurt. Kiedy odkładamy wykonanie jakiegoś planu na później widzimy siebie w wyobraźni, jak to za jakiś czas będziemy w tym właśnie zadaniu idealni. Ile razy widziałam siebie w swojej głowie, jak idę na jakieś super ważne dla mnie warsztaty, jestem pewna siebie, nie mam tremy, albo śpiewam na jakimś koncercie i jestem świetna. Zawsze jednak w tej wyobraźni działo się to za jakiś czas. Wydawało mi się, że jeszcze nie nadszedł właściwy czas, że jeszcze tyle muszę się nauczyć. Uwielbiałam dużo mówić na temat moich planów, ale niestety nie szło za tym działanie.

Prokrastynacja daje nam chwilową ulgę, przynosi zadowolenie, odsuwamy od siebie stres. Możemy tak w nieskończoność odsuwać od siebie jakieś nasze plany. Bo niestety odkładanie często staje się takim błędnym kołem. Na przykład tak nas stresuje to, że jeszcze nie zaczęliśmy się przygotowywać do egzaminu, że odsuwamy od siebie moment rozpoczęcie nauki. Tak jak pijak z „Małego Księcia” – pił z rozpaczy, że pije. Pewnie przekładał każdego dnia na następny to, żeby zerwać z piciem i w ten sposób powstawało błędne koło.

Jak zatem z tym walczyć? Żebyśmy w końcu potrafili wziąć byka za rogi i zaczęli walczyć o swoje życie, realizować marzenia, dbać o siebie, a nie tylko wiedzieć oczami wyobraźni, jacy świetni i idealni będziemy robiąc to, co sobie założyliśmy jutro, pojutrze, za tydzień czy za rok.

Uświadom sobie prokrastynację

Mi o dziwo pomogło samo uświadomienie sobie, że prokrastynacja to mój problem. Świadomie staram się teraz z tym walczyć. I wierzcie mi lub nie, ale to działa. Zrozumiałam, jak wiele mnie omija przez mój strach i perfekcjonizm. Mówię sobie, że trzeba działać teraz, bo wcale nie mam gwarancji, że w przyszłości będzie lepiej. Wiem, że prokrastynacja zabiera mi wiele dobrego, a to chyba już istotny motywator.

Rozbij plan na mniejsze kroki

Przede wszystkim wszelkie nasze plany należy rozbić na mniejsze zadania do wykonania. Nie należy skupiać się na ostatecznym rezultacie, tylko na poszczególnych krokach, które nas do niego przybliżają. Wielkie przedsięwzięcia mogą nas przytłoczyć. Czyli przykładowo, jeżeli zamierzam otworzyć vloga (a zamierzam i zwlekam z tym już od roku, bo cały czas mam zastrzeżenia co do jakości filmów), to muszę to sobie rozbić na drobne kroki. Najpierw zrobić stopkę, potem założyć instagrama itd. A nie, że od razu myśleć o założeniu vloga i zdobyciu miliona subskrypcji. No właśnie, zawsze myślałam, że cechuje mnie brak cierpliwości, czy to w odchudzaniu, czy na przykład w nauce śpiewu. Chciałam widzieć rezultaty od razu. To może zniechęcać, kiedy plan ma szansę na sukces dopiero po wielu miesiącach czy nawet latach. Dlatego nie możemy się zniechęcać, tylko róbmy sobie wyzwania w postaci małych kroczków. Niech ich wykonanie będzie naszym małym sukcesem.

Daj sobie nagrodę!

A sukces trzeba nagrodzić. I oprócz satysfakcji możemy sobie taką nagrodę sprawić. A to po pójściu na siłownię wybierzmy się do ulubionej kawiarni. Obejrzyjmy serial na Netflixie po napisaniu kawałka tekstu… To podobno pomaga😊

A Wy macie jakieś swoje sposoby na walkę z prokrastynacją? Jeśli tak, podzielcie się nimi ze mną😊

Jeżeli spodobał Ci się wpis i uważasz go za przydatny, polub go lub podziel się nim ze swoimi przyjaciółmi ? 

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. monica_on_run pisze:

    tez mam z tym problem dlatego staram sie planować. wiem ze 3 razy w tygodniu chce chodzić na siłownie wiec poprzedniego dnia przed dniem treningu kładę torbę przed drzwiami tak abym przypadkiem nie zapomniała o niej. muszę tez czytać sporo książek wiec codziennie wieczorem planuje przeczytać choć 50 stron (w dzień bez treningu) bo w dzień treningu wieczorem w ramach nagrody oglądam sobie film lub odcinek ulubionego serialu. w domu nie trzymam słodyczy a jeśli chce iść po coś słodkiego to wybieram sobie sklep do którego muszę dojść przynajmniej 1 km (mam tyle sklepów pod oknem – ale wmawiam sobie ze tam nie maja tego co lubię). najgorzej jest jednak zacząć coś nowego czyli wyjść ze swojej strefy komfortu w tym jestem słaba – ciągle odkładam na później bo przecież wiemy jak trudne sa początki i nauka czegoś nowego – i tu jest pies pogrzebany – przypomina nam sie szkoła i itd.

  2. Anna Kunicka pisze:

    Należę do tej grupy, która długo zbiera materiały. Zawsze mam przy sobie notes, gdzie dopisuję pomysły do konkretnych zadań czy tekstów. Kiedy już biorę się za realizację temat sam się rozwija. Chociaż przyznam, czasem na ostatnią chwilę.

  3. Ewelina pisze:

    Ja na później odkładam rzeczy, które wiem, że końcowo zrobię szybciej niż jakbym zaczęła teraz np.pakowanie na urlop. Wiem co mam zabrać i nie mam wtedy czasu na zbędne zastanawianie się nad tym.

    • Anna Pak pisze:

      No tak. Ja też się pakuję na ostatnią chwilę, ale tu raczej nie obarczałabym winą prokrastynacji:) Ot, szkoda marnować czasu na pakowanie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *