Moje ulubione hiszpańskie seriale na Netflixie

Generalnie, w myśl idei mojego bloga, powinnam pisać o tym, jak oglądanie seriali uzależnia, jak tracimy czas, czy żyjemy nie swoim życiem… Ale któż z nas nie lubi czasami zapomnieć o bożym świecie, zatopić się w rozterkach innych, choć przez chwilę poczuć więź z ludźmi z innej części świata, ba, może nawet z innej epoki… To pozwala nam na chwilę zapomnieć o swoich problemach, oderwać się od codzienności. Nie będę tu pisać o psychologicznych aspektach oglądania seriali. Podzielę się za to z Wami moimi wrażeniami po obejrzeniu już sporej ich liczby na Netflixie. Może akurat w okresie pandemii koronawirusa zastanawiacie się, co robić w domu i szukacie jakiegoś fajnego serialu.

Przyznam szczerze, że zasmakowałam w hiszpańskich serialach. Zresztą samo kino hiszpańskie zawsze mnie pociągało. Nie wiem czy to kwestia dość wyraźnych emocji na ekranie, które uwielbiam, a czego trochę brakuje mi w polskim kinie, czy po prostu temperamentu bohaterów.. A może powodem jest tematyka albo sama energia, która o dziwo jest mi bliższa niż w wielu naszych rodzimych produkcjach. Początkowo miałam pisać o moich ulubionych serialach, ale stwierdziłam, że jest tego trochę zbyt wiele. Gros z nich stanowią za to produkcje hiszpańskie, dlatego chyba jednak podzielę Wam tę serialową ucztę na kawałki😉Dziś na ruszt bierzemy seriale hiszpańskie. Olé!

„W czasach wojny” – mój numer 1

Jeśli lubicie dramaty osadzone w czasach wojny, napiętą akcję, historie miłosne wplątane w wydarzenia historyczne – to na pewno spodoba Wam się „W czasach wojny”. Twórcy serialu przenoszą nas do roku 1921, kiedy Hiszpanie próbują zdusić rebelię plemienia Berberów w Północnym Maroku, która to doprowadziła do powstania Republiki Rif.

Akcja rozpoczyna się w momencie, kiedy córki najznamienitszych madryckich rodzin wyjeżdżają na wojnę do Maroka w roli pielęgniarek. Zazwyczaj nie zdają sobie sprawy, na co się piszą i z jakimi dramatami przyjdzie im się mierzyć. Historia momentami jest opowiedziana w dość zabawny sposób. Przykładowo jedna z panienek z tzw. dobrego domu, wyjeżdżając na wojnę, przygotowuje bardzo imponujący bagaż, składający się z co lepszych strojów, żeby mieć w czym się pokazywać w Maroku. Takich elementów komicznych jest w serialu dużo więcej, co sprawia, że ogląda się go lekko i przyjemnie, mimo wojennej tematyki. W Maroku Hiszpanie otwierają szpital dla swoich żołnierzy, co ma przekonać zwykłych, hiszpańskich obywateli, którzy niejednokrotnie uważali tę wojnę za bezsensowną, że monarchia troszczy się o walczących w jej imieniu obywateli.
Serial wciąga, przenosi w inny świat. Możemy go oglądać po hiszpańsku, ale też po polsku czy po angielsku.

„Telefonistki”

To kolejny serial, którego akcja toczy się na początku XX wieku. Przyznam szczerze, że rzadko się zdarza tyle zwrotów akcji i trzymających w napięciu historii. Nie skończył się jeden, a już zawiązuje się kolejny wątek. Pytanie, które pojawiało się w mojej głowie, podczas oglądania serialu było następujące: „Kto to pisze?” i nie miało to bynajmniej znaczenia pejoratywnego. Miłość, zbrodnia, spiski, prawa kobiet czy nawet problematyka LGBT – to wszystko znajdziecie w tym serialu. „Telefonistki” to historie kilku kobiet, które wiąże jedno – są pracownicami pierwszej firmy telekomunikacyjnej w Madrycie. Każda z nich ma inne życie, pochodzenie, a mimo to rodzi się między nimi wielka przyjaźń. Film ogląda się z zapartym tchem, czekając na to, jak dana sytuacja się rozwinie. Namiętność, pasja – tego z pewnością nie zabraknie. Czy spodoba się mężczyznom – tego nie wiem. Mojego chłopaka nie przekonałam do ani jednego odcinka. Być może to taki kobiecy serial.

W ostatni weekend obejrzałam piąty, ostatni sezon, który pojawił się na Netflixie w Walentynki. Na początku nie mogłam się wkręcić. Później poszło, ale i tak byłam nieco rozczarowana. W dodatku (tego nie mogę napisać), bo bym spoilerowała – zakończenie mnie rozczarowało☹ Z kolei poprzednie 4 sezony – polecam z czystym sumieniem.

Co ważne – możemy włączyć sobie angielski dubbing, co pozwala nam oswajać się z językiem, który chcemy ćwiczyć. Jest oczywiście też polski lektor i oryginalna, hiszpańska wersja.

„Szkoła dla elity”

Często zastanawiam się, dlaczego, będąc już naprawdę grubo po 30., cały czas lubuję się w serialach o licealistach. Hmmm… pewnie niejeden psychoanalityk miałby na to jakąś teorię. „Szkoła dla elity” to serial, który trzyma w napięciu. Jest w nim morderstwo, spiski, szkolne miłości, trudne wybory, problematyka LGBT. Serial opowiada o elitarnej szkole dla nastolatków z bogatych rodzin, do której trafia trójka uboższych kolegów. Jak zostaną przyjęci przez tzw. elitę, jak będą walczyć o akceptację albo i nie, oraz czym to się skończy… Film trzyma w napięciu, przy okazji pokazuje rozterki wieku dojrzewania. Dziś pokazał się kolejny – trzeci sezon. Obejrzałam dwa pierwsze odcinki i muszę stwierdzić, że nie są wcale gorsze od poprzednich. 🙂

„Grand hotel”

To serial, który dopiero zaczęłam oglądać. Niestety nie ma angielskiej wersji językowej, a oglądając godzinami seriale, tak jak już pisałam, wolę mieć poczucie, że jednak czegoś się uczę. Jest za to polski lektor.

Na początku oglądania miałam wrażenie, że historia będzie jakimś tanim melodramatem, ale wątek kryminalny, który pojawia się na początku sprawia, że nie jesteśmy skazani jedynie na rozterki miłosne bohaterów. Jednak mimo wszystko serial ma w sobie coś z tasiemców brazylijskich. W serialu grają aktorzy znani zarówno z „Telefonistek”, jak i z „Czasów wojny”. Póki co, nie jestem w stanie napisać nic więcej o tym serialu. Mam nadzieję, że za jakiś czas zrobię update😊 Póki co, polecam wszystkie, które wymieniłam powyżej😊

 

 

*Wszystkie wyżej użyte zdjęcia pochodzą z platformy Netflix i zostały użyte na prawach cytatu.

 

Może Ci się również spodoba

7 komentarzy

  1. Koralina pisze:

    ja właśnie oglądam Dom z papieru, ale bardoz zachęciłaś mnie „W czasach wojny” także mam już co oglądać jak skończę 😉

    • Anna Pak pisze:

      Bardzo polecam „W czasach wojny”! A „Dom z papieru” zaczęłam też oglądać i okazuje się, że jest całkiem fajny!

  2. DeVi pisze:

    Myślę, że co najmniej 3 seriale mogłyby być tymi moimi. Ostatnio jeśli chodzi o hiszpańskie również nie narzekam, a nawet obejrzałam kilka całkiem dobrych. Mają świetne kino zwłaszcza aktorzy potrafią z takim uczuciem wyrażać emocje!

    • Anna Pak pisze:

      Właśnie ostatnio zastanawiałam się, dlaczego te seriale mogę oglądać całymi dniami, a przykładowo taki „Rivendale” – fajny, ale po jednym odcinku, max. dwóch mam dość na jakiś czas… I chyba właśnie chodzi o emocje.. Jeśli jest ich dużo, to człowiek łączy się emocjonalnie z bohaterami… inaczej – można obejrzeć, ale niekoniecznie aż tak się wczuć i czekać z utęsknieniem na to, co dalej…

  3. Zastanawiałam się jakiś czas temu nad „Szkołą dla Elity”, więc może teraz sobie ogarnę. Z hiszpańskich seriali znam tylko „Dom z Papieru”, który bosko ogląda się w oryginale, z polskimi napisami. Bardzo podoba mi się brzmienie języka. Jednak sama akcja jest nieco zbyt ciężka dla takiego wrażliwca jak ja, więc utknęłam po kilku odcinkach. Ale póki co polecam 😉

    • Anna Pak pisze:

      Ja zaczęłam oglądać „Dom z papieru”. Jestem na 3 odcinku. Póki co, podoba mi się, a „Szkoła dla elity” – jestem na ostatnim odcinku nowego sezonu – jest super!

  4. Żadnego z nich nie widziałam, bo chyba żaden z nich tematycznie nie nakłada się z moim gustem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *