Mauritius – rajska wyspa

Jako nastolatka marzyłam o tym, żeby spędzić zimę na Mauritiusie. Wydawało mi się, że jest to wyspa zarezerwowana tylko dla bogaczy, pełna pięknych plaż i ekskluzywnych hoteli. Mauritius przyszedł w sumie do mnie sam. Pierwszym wyborem było Bali, jednak okazało się, że wybuchł tam wulkan, co uniemożliwiło mi wakacje w tej części świata. Z kolei wszystkie inne oferty były albo zbyt drogie, albo terminowo zupełnie nie współgrały z moim urlopem. Aż w końcu objawiła mi się oferta pt. Mauritius. Od pierwszej chwili widziałam, że to jest właśnie moja kolejna destynacja.

Mauritius okazał się fantastycznym wyborem, nie tylko ze względu na piękno przyrody, cudowny klimat, wspaniałych ludzi, ale również na to, że wszystko tam szło mi bardzo gładko, nie miałam żadnych problemów zdrowotnych, co niestety przytrafiło mi się na ostatnich kilku wyjazdach, według „pięknego” polskiego przysłowia: „Jak nie urok, to s…”.

Mauritius to niewielka wyspa położona w południowo-zachodniej części Oceanu Indyjskiego, 900 km od Madagaskaru. Z Polski leci się tam ok. 11 godzin. Bezpośrednie połączenia czarterowe oferuje firma TUI. Według przepisów wjazdowych obywatele Polscy muszą posiadać środki niezbędne do utrzymania się w wysokości ok. 100 USD na dzień. Trochę mnie to przeraziło, bo nie zamierzałam brać tam takich pieniędzy. Okazało się, dzięki Bogu, że nikt tego nie sprawdzał. Nie wiem, czy była to kwestia tego, że jechałam na wycieczkę zorganizowaną, czy po prostu nikt tego nie kontroluje.

Mauritius nie należy do zbyt dużych wsyp. Jego długość to zaledwie 61 km, a szerokość 47. Wydawałoby się, że pozwoli to na łatwe przemieszczanie się wzdłuż i wszerz całej wyspy, ale tak nie do końca jest.

Taksówki są na Mauritiusie bardzo drogie. Drogie – dla turystów. Biały człowiek ma tu niestety inną taryfę, często o wiele wyższą niż ta, która panuje w najbogatszych krajach UE. Ja podróżowałam głównie autobusami, ale siatka połączeń nie jest do końca wygodna i liczne korki powodują, że 30 km jedzie się nawet 2 godziny. Poza tym, aby dojechać do niektórych miejsc trzeba się przesiadać, nawet kilka razy. Oczywiście – dla chcącego nic trudnego, ale nie wszędzie dojedziemy autobusem. Mimo to sama przejażdżka autobusem pozwala poczuć się jak prawdziwy podróżnik i nieco zasymilować się z tutejszą ludnością. Można również wynająć samochód. Jednak trzeba pamiętać, że panuje tu ruch lewostronny i tak, jak w wielu krajach, kierowcy jeżdżą tu dość niebezpiecznie. Przykładowo wyprzedzanie na trzeciego jest wpisane w tutejszą kulturę jazdy.

Flic en Flac

Moją bazą wypadową była miejscowość na zachodnim wybrzeżu – Flic en Flac. Jest to turystyczna miejscowość, która oprócz ekskluzywnych hoteli oferuje piękną plażę z urozmaiconym krajobrazem. Miejscowość ciągnie się wzdłuż linii brzegowej. Ma ok. 5 km długości. Ceny są tu dosyć wysokie. Pewnie ze względu na turystów, którzy zazwyczaj uważani są za bogaczy i są w stanie zapłacić za wszystko dwa, trzy razy drożej. Ale mimo wszystko da się przeżyć. Flic en Flac leży ok. 30 km od Port Luis, stolicy Mauritiusa. Można się tam dostać autobusem, wypożyczonym autem lub taksówką.
Najtańszą opcją jest oczywiście autobus, który kosztuje zaledwie 2,80 zł. Jest jednak minus. Mimo, że jest to niewielka odległość, to do Port Luis jedzie się jakieś 1,5 godziny, przez na korki oraz fakt, że autobus zatrzymuje się na każdym przystanku. Niestety nie trafiłam na żaden ekspres na tej trasie. Jeżeli chcemy pojechać gdzieś dalej, zazwyczaj musimy dojechać do Port Louis, żeby wziąć stamtąd kolejny autobus. Bardzo dobra wyszukiwarka połączeń znajduje się pod adresem: https://www.mauritius-buses.com/

Port Louis

Port Louis to największe miasto Mauritiusa, bardzo ruchliwe za dnia i podobno niebezpieczne po zmroku. Ma ono swój osobliwy urok – kolonialna zabudowa, wśród której górują nowoczesne wieżowce, a w oddali majaczą górskie szczyty. Jest to doskonałe miejsce na całodniowy wypad. Pewnie przeczytacie w przewodnikach, że atrakcją turystyczną jest centrum handlowe. Nie należy się tym zrażać. Centrum handlowe rzeczywiście jest w samym centrum miasta, ze specjalnymi cenami jak na atrakcję turystyczną przystało. Warto się jednak udać w tym kierunku, ponieważ obok znajdziecie urokliwe nabrzeże z mnóstwem kawiarni i restauracji, gdzie można odpocząć przy mrożonej kawie czy lodach. Na końcu pasażu znajduje się Muzeum Niebieskiego Znaczka, które z pewnością przypadnie do gustu fanom filatelistyki.
Warto udać się również na wielki bazar (Bazar Central), który znajduje się dość blisko dworca autobusowego, zahaczyć o park Company Garden, gdzie zobaczycie niesamowite drzewa. Ze względu na swe zamiłowanie do teatru próbowałam także znaleźć budynek teatru w stylu kolonialnym. Niestety był on zamknięty na cztery spusty i nijak nie można się było do niego dostać. Pamiętajcie, że jeśli podróżujecie autobusem, ostatni autobus do Flic an Flac odchodzi o godzinie 20:00. Później pozostaje Wam wzięcie taksówki, co podobno kosztuje ok. 100 euro.

Pamplemousses

Pamplemousses to miejscowość zlokalizowana w niewielkiej odległości (ok. 20 km) od Port Louis. Słynie ona przede wszystkim z ogrodu botanicznego, w którym zgromadzono olbrzymią liczbę roślin z niemal każdego zakątka ziemi. Najsłynniejsze są olbrzymie lilie wodne, ale to nie jedyne okazy, którymi można się zachwycić. Do Pamplemousses można dojechać autobusem nr 22 i 27 z Port Louis. Są także autobusy ekspresowe, które w drodze na północ wyspy zatrzymują się w tym miasteczku. Jeżeli komuś zależy na czasie, jest to dużo lepszy wybór. Jednak jadąc autobusem podmiejskim, poczujemy dużo bardziej egzotyki, charakteryzującej ten kraj.
Co ważne, wybierając się do ogrodu botanicznego, koniecznie weźcie ze sobą krem do opalania i odstraszacz komarów. Inaczej przyjemność zwiedzania zostanie zastąpiona przyjemnością drapania. Ja niestety o tym wcześniej nie pomyślałam. ☹

Malheureux (Nieszczęśliwy Przylądek)

Malheureux to wysunięta najbardziej na północ część wyspy. Pojechałam tam ze względu na zdjęcia pięknego kościółka z czerwonym dachem, które znajdowały się we wszystkich folderach oferujących zwiedzanie wyspy. Cóż… kościółek ładny, widoki na pobliskie wyspy (Île Plate i Île Ronde) też. Ale nie zaparło mi dech w piersiach, także jest to według mnie dodatkowa atrakcja, którą można zwiedzić, ale na pewno nie jest to punkt obowiązkowy.
Droga jest dość żmudna – autobusem z Flic an Flac do Port Louis, z Port Louis do Grand Baie ekspresem na północ i z Grand Baie autobusem podmiejskim jeszcze 7 km do Malheureux. Mój chłopak chciał iść na pieszo z Grand Baie, ale wybiłam mu to z głowy. I dzięki Bogu – droga przy ulicy, dość ruchliwa, do tego upał – to nienajlepsze miejsce do długich spacerów.

Grand Baie

Jest to bardzo fajna, mieszcząca się na północy wyspy miejscowość turystyczna z dużą liczbą sklepów, restauracji, dyskotek i co najważniejsze – z normalnymi cenami. Większość zakupów zrobiliśmy właśnie tutaj. Oprócz tego – bardzo urokliwa.

Quatre Bornes

To niezbyt ładne miasto położone stosunkowo blisko Flic an Flac, ale żeby nie było za dobrze, jedzie się tam autobusem około godziny. Jest to świetne miejsce, jeżeli ktoś chce zrobić zakupy. Wielki targ zachęca cenami, które akurat tam są typowo maurytyjskie. Za 1 złoty najedliśmy się w dwie osoby! Poza targiem nie znajdziecie tam nic ciekawego, ale możecie zobaczyć, jak naprawdę żyją ludzie na Mauritiusie.

Urokliwe południe

Aby zobaczyć południe wyspy niestety trzeba albo wynająć samochód, albo taksówkę, bądź też wybrać się na wycieczkę zorganizowaną. My wybraliśmy tę ostatnią opcję. Kupując ją z lokalnego biura podróży trzeba zwrócić uwagę, co jest w cenie. Zazwyczaj jest to tylko transport, a za wszystkie wstępy płacimy sami. Nie są to jednak jakieś wielkie kwoty, także i tak warto wybrać się na zwiedzanie nieco bardziej dzikiego południa.

Grand Bassin

Grand Bassin to święte miejsce dla wszystkich wyznawców hinduizmu. Robi ono niesamowite wrażenie. Kolorowe posągi Shivy i innych hinduistycznych bogów, świątynia nad brzegiem jeziora – to wszystko sprawia, że czujemy się jak w Indiach. Miejsce to robi niesamowite wrażenie.
Niedaleko Grand Bassin znajduje się wielki plac, na którym znajdują się dwa gigantyczne posągi. Statua Shivy ma aż 33 metry, co czyni ją trzecim najwyższym posągiem Shivy na świecie.

Park Narodowy Black River Gorges

Park Narodowy Black River Gorges to piękna roślinność i największy wodospad na Mauritiusie.

Chamarel

Chamarel to po prostu kolorowa ziemia, a właściwie Ziemia 7 kolorów. Jest to niezwykle pofałdowana ziemia, która mieni się różnymi kolorami, w zależności od kąta padania światła. Ten widok rzeczywiście robi wrażenie.
Co więcej, obok niezwykle kolorowej ziemi jest kawiarenka, gdzie można zjeść lody, ciastko, napić się kawy w bardzo rozsądnej cenie. W takich okolicznościach przyrody to niesamowita przyjemność.

Le Morne

To półwysep i zarazem góra, z którą związana jest dość dramatyczna historia. W 1835 r. niewolnicy, którzy uciekli z poszukiwaniu wolności rzucili się w rozpaczy do morza, myśląc, że zostaną pojmani przez zbliżających się żołnierzy. Ci zaś chcieli im obwieścić zniesienie niewolnictwa. Stąd nazwa Le Morne, czyli Góra Umarłych.
Do Le Morne ciężko jest dojechać autobusem, dlatego my zrezygnowaliśmy już z tego punktu. Musielibyśmy wynająć taksówkę, co wyniosłoby ok. 50 euro.

Park Casela

Obok naszej miejsciowości, Flic en Flac mieści się też wspaniała atrakcja dla miłośników szalonej przygody, dzikiej przyrody,  zwierząt i różnych atrakcji… Kilka kilometrów za miastem, kierując się w głąb wyspy, mieści się Casela World of Advernture – wielki park dzikich zwierząt i szalonych atrakcji, z których chyba najbardziej zapadła mi w pamięć przejażdżka w stylu „safari” wśród zwierząt z różnych stron świata. Polecam ten park również dla rodzin z dziećmi – nie będziecie się nudzić! Można tam dojechać zarówno taksówką, jak i podjechać autobusem do centrum handlowego w Cascavelle i przejść kawałek na pieszo (ok. 20 minut spaceru).

Podsumowanie
Mauritius to mała wyspa wielkich atrakcji. Jeżeli ktoś lubi zwiedzać, z pewnością nie będzie się nudził. Maurtius to także piękne plaże i okoliczne wysepki. Warto wybrać się w podróż łodzią bądź katamaranem na okoliczne, mniejsze wyspy. Bardzo polecam wyprawę – pływanie z delfinami. Jest to niesamowite przeżycie, które z pewnością dostarczy wielu niezapomnianych wspomnień.
Mauritius urzekł mnie i dogłębnie rozkochał. Jeżeli byłaby taka szansa, z chęcią zamieszkałabym tam na emeryturze. Raj na Ziemi? – dla mnie z pewnością. 😊

Może Ci się również spodoba

15 komentarzy

  1. Asia napisał(a):

    Widoki fantastyczne!

  2. melodylaniella napisał(a):

    Zdjęcia są naprawdę przepiękne! Jestem pod wrażeniem!

  3. Karolina napisał(a):

    Przepiekna wyprawa, smiem twierdzic, ze znacznie lepszy wybor niz Bali 🙂

  4. Kasia O napisał(a):

    Co za pejzaże i te plaże! 🙂 Marzę, by tam pojechać, dlatego cieszę się, że trafiłam na Twój post-bardzo przydatny 🙂

  5. Kasia napisał(a):

    Piękne widoki. Muszę dopisać do listy miejsc, które trzeba odwiedzić. 🙂

  6. Alicja Duchiewicz napisał(a):

    Totalnie uruchomiłaś mi wyobraźnię tym wpisem. Nigdy nie myślałam o Bali w kontekście marzeń, ale właśnie zaczęłam..

  7. zwidokiemnagory.pl napisał(a):

    Cudowne miejsce!

  8. paulina napisał(a):

    Piękna wyspa i cudowna wyprawa 🙂 Fajnie, że opisujesz konkrety jeśli chodzi o transport, szczególnie autobusy 🙂 Może będzie mi kiedyś dane dotrzeć na tę wyspę 🙂 Zaciekawił mnie ten przepiękny ogród botaniczny 🙂

    • Anna Pak napisał(a):

      Ogród jest niesamowity. Jest to jeden z najstarszych ogrodów botanicznych na świecie. Mnóstwo roślin z różnych stron świata w jednym miejscu naprawdę robi wrażenie. A transport jest o tyle ważny, że okazuje się, że to wyspa dostępna również dla tych bardziej ekonomicznych turystów:)

  9. Ewelina napisał(a):

    Mauritius jeszcze przede mną, ale wiem, że to o czym marzę jest w zasięgu ręki. Piękne widoki i spokój= udane wakacje. Pozdrowienia ♡ i czekam na więcej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *